Czekając na wakacyjny horror
Już za kilka dni oficjalnie rozpoczną się letnie wakacje A.D. 2024. Tabuny stęsknionych wypoczynku turystów ruszą, gdzie tylko oczy ich poniosą i zasobność portfela. Niektórzy, w tych trudnych czasach, na pewno zdecydują się na „wyjazd w stylu angielskim”. Na czym on polega nagłośniły ostatnio media. Otóż pewna para małżonków, Brytyjczyków, od lat podróżuje za granicę i zawsze wybierają opcję all inclusive. Ostatnio pojechali do Egiptu. Mieli zapewnione wyżywienie w nieograniczonych ilościach. Mimo to do jednej z walizek zapakowali: 86 paczek czipsów, 30 kiełbasek, bekon, czekoladki, cukierki, brytyjskie owsianki, przekąski, kilkadziesiąt zupek instant, tuńczyka, kawałki żółtego sera oraz małego grilla. Dlaczego? Jak tłumaczył Brytyjczyk „lubię dobre, staromodne angielskie jedzenie, frytki, kiełbasę i sos — tego typu rzeczy". Można też wybrać patriotyczną wersję wakacyjnego wypoczynku, którą preferował np. niejaki Nikodem Dyzma (główny bohater kultowej powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza) – „wybitny” polski ekonomista, prezes Banku Zbożowego i w końcu kandydat na premiera rządu RP. Na czym polega ów wakacyjny patriotyzm? Przypomnijmy fragment powieści:
— Czy pan prezes — słodko spytała pani Przełęska — uważa, że to niepatriotycznie w dzisiejszych czasach wozić pieniądzee za granicę? Ależ wszyscy to robią!
— Właśnie! Właśnie, źle robią! Każdy grosz wywieziony za granicę to okradanie własnego kraju — zacytował (Dyzma – przyp. red.) hasło przeczytane niedawno na jakimś plakacie propagandowym”.
Razem z turystami pojawią się dramatyczne informacje o paragonach grozy np. w nadmorskich knajpach i smażalniach. Ceny jakie się w nich pojawią i bez upału spowodują zawroty głowy, a niektórym dorsz atlantycki (bo przecież nie bałtycki) stanie w gardle. Potrzebna jeszcze będzie jakaś atrakcja, tylko taka naprawdę przez duże A, najlepiej sensacyjna, z elementem jakiegoś dreszczyku emocji, czegoś niezwykłego jak np. kolejne pojawienie się nieśmiertelnego potwora z Loch Ness. Chociaż już jedno niecodzienne zjawisko odnotowano pod koniec maja. To tajemnicza gęsta jak śmietana mgła, prawie jak z powieści Stephena Kinga, która nagle, nie wiadomo skąd pojawiła się na plażach m.in. w Kołobrzegu i Sopocie. Panika nie wybuchła, ale na pewno ludzi ogarnął pewien niepokój. Nie wiadomo co robić w takiej sytuacji. Uciekać – ale gdzie? Przed siebie, do wody, na wydmy? Tylko gdzie to wszystko jest jak niczego nie widać? Chwytać za portfel, leżak, piwo w plażowej lodówce czy wiatrołap, żeby ktoś się nimi we mgle nie zainteresował? Synoptycy szybko znaleźli wytłumaczenie tego niecodziennego zjawiska. To podobno nic niezwykłego, tylko jakaś tam tzw. mgła adwekcyjna, która, według naukowców, nie jest rzadkim zjawiskiem. Dochodzi do niej „kiedy ciepłe oraz wilgotne powietrze zostaje schłodzone w regionie, w którym występuje słaby wiatr”. Może i tak jest, ale ludzie wiedzą swoje a zwłaszcza zwolennicy teorii spiskowych. Według niektórych z nich to był element ćwiczeń amerykańskich wojskowych na poligonie w Drawsku Pomorskim z tajną bronią mającą zdezorientować przeciwnika, a nawet jak pisał wieszcz Adam Mickiewicz „śmieszyć, tumanić, przestraszać”. Tylko niestety wszystko wojskowym wymknęło się spod kontroli i mgła przeniosła się nad morze. Inni z kolei przekonywali, że to Ruscy agenci próbują na nas swoich sztuczek, aby siać ferment. Według eurosceptyków, to robota Unii Europejskiej i niejakiego Tuska Donalda, który chodzi na jej pasku. Ta mgła to ich sprawka podobnie jak nakrętki, które są już na stałe przymocowane do butelek. Jeszcze inni przekonywali, że to rybacy po raz pierwszy w tym sezonie uruchomili swoje wędzarnie. A że wszyscy w tym samym momencie, to nic dziwnego, że dymy z nich idące złączyły się w jeden a ten spłynął na plaże. Niektórzy świadkowie dodają, że wszystko działo się przy akompaniamencie nie wiadomo skąd dobiegającego nieśmiertelnego przeboju zespołu Deep Purple „Smoke on the water”.
W każdym razie będąc warto patrzeć co się dzieje dokoła nie tylko wypatrując obnośnych sprzedawców lodów, kukurydzy czy też piwa. Choć tych, to zawsze można usłyszeć już z daleka dzięki tzw. reklamie wrzaskliwej lub okrzykowej w stylu: "mężu, mężu nie bądź głupi, niech ci żona loda kupi", "żono, żono namów męża, jagodzianka wskrzesi węża" czy też "kukurydza w dzień upalny wzmaga popęd seksualny". Podczas kąpieli w Bałtyku warto uważać, bo przecież ostatnio pojawiły się w nim dziwne okazy np. w listopadzie ubiegłego roku na wysokości Kołobrzegu, zauważono… rekina! Jednego co prawda, ale jednak. Może to był tylko zwiadowca i latem przypłynie z kolegami? Nigdy nic nie wiadomo. Do tego jak zwykle pewnie pojawią się gangi tanich cwaniaczków specjalizujących się w oszukiwaniu ludzi w „trzy karty” z którymi policja, jak co roku, nie będzie potrafiła sobie poradzić, do tego sprzedawcy „cudownych” specyfików medycznych wskrzeszających umarłych szybciej niż Jezus Łazarza, jasnowidzące i wróżowie, „mewki” z wszystkich regionów kraju, damskie i męskie wersje słynnego „Tulipana” oraz naciągacze różnej maści oferujące magiczne m.in. kołdry i garnki. Patrzcie więc uważnie i oczom swym uwierzcie, zbliża się horror, czyli wakacje w każdej wsi i mieście!




